wtorek, 27 grudnia 2016

Tak, odwaliło mi do reszty, czyli zaczęłam trenować. A od jakiegoś czasu głośne powiedzenie "wychodzę na trening"/"sorry mam wtedy trening" nie brzmi już tak dziwnie ;)
Padło na tak zwaną "rurę" czyli pole dance. Dyscyplina sportu kojarzona raczej erotycznie niż jako akrobatyka, ale o tym może kiedy indziej. Jeszcze kilka lat temu uczestniczyłam w zajęciach Aikido czyli popularna samoobrona. Potem nauka, brak czasu, chęci i rezygnacja. I tak sobie wegetowałam. Nauka, gap year, zdjęcia, studia, MKS. A więc gdzie jest miejsce na treningi? A no właśnie - wszystko zaczęło się w sumie od MKSu. Od dawna wiedziałam, że nasza fizjo jest instruktorką i trenuje sobie swoje "rurkowanie". Jednak pewnego cudownego dnia oświadczyła nam, że odchodzi. Ot tak, najzwyczajniej odchodzi bo otwiera własną szkołę pole dance. Całe 2km od mojego domku. Pojechałam, porobiłam zdjęcia i.. dotknęłam rurki. Jakkolwiek to brzmi. W dzinsach, trampkach zrobiłam bumerang i.. jarałam się jak dziecko które dostanie cukierka. Tak, cieszyłam się tym że utrzymałam się nie wybijając sobie przy okazji wszystkich zębów ze świeżo założonym aparatem. Potem Dni Otwarte w RiRi - wideo i zdjęcia i szybka decyzja - kupuję karnet.
No nie powiem, że nie, na pierwszych zajęciach w kość dała mi już sama rozgrzewka :P
Potem było lepiej - cieszenie się z krzesełka, z "Piotrusia Pana" czy "krzywego mostu".
Kurcze a najlepsze jest to że z zajęć na zajęcia widzę postęp! :D cieszy to jak cholera :D chcę więcej i więcej, na każde kolejne zajęcia ustawiam sobie poprzeczkę i staram się to wszystko realizować :)
tak więc co ja mogę - no zapraszam do zabawy! 










czwartek, 15 grudnia 2016